Miękkie dragi
Miękkie dragi kwestia ich zalegalizowania wywołuje wciąż wiele kontrowersji, ale jak pokazuje przykład Holandii, gdzie handel nimi i dystrybucja są pod kontrolą państwa, sprawę należy dokładnie przemyśleć. Ma ona bowiem swoje dobre strony, a bilans strat wcale nie przeważa nad zyskami.
Po pierwsze, miękkie dragi jak i alkohol mogą przynieść znaczne zyski samemu państwu. Budżet Polski mogą podreparować chociażby akcyzy i podatki, jakie państwo musiałoby nałożyć na producentów, dystrybutorów, handlarzy oraz kupców. Cześć pieniędzy ze sprzedaży trafiałaby do skarbu państwa, który mógłby z nich finansować rożne akcje społeczne, na przykład związane z uświadamianiem negatywnych skutków zażywania twardych prochów.
Po drugie, państwo przejęło by tym samym część kontroli nad tak zwanym narkobiznesem, zmniejszając jego zakres wpływów oraz przepływ brudnych pieniędzy. Dzięki czemu obywatele mogliby spać spokojniej, wiedząc że ich dzieci są choć trochę bardziej bezpieczniejsze, niż wtedy gdy dragi, zarówno miękkie, jak i twarde, można kupić w każdym klubie, centrum handlowym, a nawet w kinie.
Po trzecie, dzięki kontroli finansowej, zyskaliby także hipotetyczni odbiorcy. dragi miękkie byłyby po prostu „zdrowsze”, ponieważ państwo musiałoby je nadzorować pod względem jakości. Marihuana i haszysz byłyby więc „czystsze”, czyli miałaby mniej chemicznych „polepszaczy”, które uzależniają, a byłaby bardziej organiczna. Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało.
Po czwarte zaś, jak mówi stara prawda: zakazany owoc smakuje lepiej. Jeżeli dragi miękkie będą dostępne, podobnie jak w Holandii, w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach (holenderskich tak zwanych coffee shop’ach), gdzie można je legalnie dostać, zainteresowanie nimi młodzieży zapewne osłabnie.
Po pierwsze, miękkie dragi jak i alkohol mogą przynieść znaczne zyski samemu państwu. Budżet Polski mogą podreparować chociażby akcyzy i podatki, jakie państwo musiałoby nałożyć na producentów, dystrybutorów, handlarzy oraz kupców. Cześć pieniędzy ze sprzedaży trafiałaby do skarbu państwa, który mógłby z nich finansować rożne akcje społeczne, na przykład związane z uświadamianiem negatywnych skutków zażywania twardych prochów.
Po drugie, państwo przejęło by tym samym część kontroli nad tak zwanym narkobiznesem, zmniejszając jego zakres wpływów oraz przepływ brudnych pieniędzy. Dzięki czemu obywatele mogliby spać spokojniej, wiedząc że ich dzieci są choć trochę bardziej bezpieczniejsze, niż wtedy gdy dragi, zarówno miękkie, jak i twarde, można kupić w każdym klubie, centrum handlowym, a nawet w kinie.
Po trzecie, dzięki kontroli finansowej, zyskaliby także hipotetyczni odbiorcy. dragi miękkie byłyby po prostu „zdrowsze”, ponieważ państwo musiałoby je nadzorować pod względem jakości. Marihuana i haszysz byłyby więc „czystsze”, czyli miałaby mniej chemicznych „polepszaczy”, które uzależniają, a byłaby bardziej organiczna. Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało.
Po czwarte zaś, jak mówi stara prawda: zakazany owoc smakuje lepiej. Jeżeli dragi miękkie będą dostępne, podobnie jak w Holandii, w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach (holenderskich tak zwanych coffee shop’ach), gdzie można je legalnie dostać, zainteresowanie nimi młodzieży zapewne osłabnie.